Obserwatorzy

niedziela, 4 listopada 2012

And I've hurt myself by hurting you.

Błagam, nie zabijcie mnie za to, że piszę tego posta. Zdaję sobie sprawę z tego, że to, co tu zaraz napiszę powinnam zachować dla siebie, ale ja tak nie mogę. Duszę to w sobie od jakichś 8 miesięcy i jeżeli nie zwierzę się komuś, to zwariuję. Tak, pewnie teraz uważacie mnie za wariatkę. Trudno, przeżyję to. Otóż...

W kwietniu tego roku zaczęłam cholernie (przepraszam za takie słowo) lubić One Direction. Pewnie, wcześniej też ich znałam,ale (wiem, że to dziwne), szczerze - nienawidziłam ich. Wtedy uwielbiam The Wanted i byłam zła na 1D, że odbierają im popularność. Tak, dziecinada. Jednak po jakimś czasie zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że to, co robię jest żałosne. Właśnie wtedy zaczęłam słuchać "What makes you beautiful", "Gotta be you", "One thing" itd. Tak się to zaczęło i trwa do dziś. Tyle, że teraz jest to jeszcze mocniejsze, silniejsze (?). Nie ma dnia, w którym nie przesłuchałabym płyty "Up All Night". Nie ma minuty, podczas której nie myślałabym o 1D, a szczególnie o Harrym. Ja ich po prostu kocham, tak, jak nikogo innego. Są dla mnie idolami, inspiracjami i czym tam jeszcze mogą być. Nawet nie wiecie, do czułam, gdy dowiedziałam się, że na liście miejsc, które One Direction odwiedzą w 2013 r. nie ma i nie będzie Polski. Boże, myślałam, że się załamię. Już chciałam kupić bilety na koncert w Amsterdamie, ale co to da? Zobaczę ich, będę się cieszyła jak idiotka i co mi z tego? Następnego dnia znów będę chciała ich zobaczyć - a to się przecież nie stanie. Więc mam taki plan: nie kończę na jednym koncercie. I nie chodzi mi tu o jeżdżenie na każde ich show, ale o to, że przecież ja też mogę być sławna, być w tej samej branży. Każdy ma jakiś talent, nie powiem - ja też mam. Więc czemu by nie spróbować? Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że to tylko kolejne nastoletnie marzenie, ale co, jakby się spełniło? Boże, nie ma takiego słowa, które opisałoby moją radość. Jednak póki co słucham ich piosenek, coraz więcej śpiewam (oczywiście razem z nimi) i mam cichą nadzieję, że kiedyś się spotkamy - na długo i na zawsze.

Jak mi teraz ulżyło, że to napisałam. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i nie uzna mnie za wariatkę. Eh...

Pozdrawiam, LadyYorkLove.
xx

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Też ich nie lubiłam , byli dla mnie zerem,a teraz... Układam sobie plan jak ich spotkać i chyba zadziała tylko więcej lekcji Angielskiego!

xoxo_irwin pisze...

Oj tak. I wiele szczęścia. :C